sobota, 7 lutego 2015

Tracę czas i wiarę.

w ciszy czterech ścian opadam jak mgła
w smutku, w samotności, w rozpaczy,
nie mam dla siebie litości ani grosz,
ulotna moja myśl rozprasza się po kątach
nie mogę nie czuć nic, nie mogę tak do końca
umiera we mnie coś codziennie i tak mocno
boli mnie to, że codziennie odradza się na nowo
w milczeniu pustych dni wykrzyczeć się nie umiem
pozbyć się tego nie chcę, choć wiem jak to truje
nadzieją, że może dziś i wiarą, że jednak jutro
nie przychodzi wciąż ten dzień i przyjść od dawna nie chce
przemawiam sama do swego rozumu, że nie przyjdzie,
a on, że jest pewnie na to za wcześnie
nie umiem się wyplątać, to jak pułapka na mnie samą,
a może nie chce bo tak mi dobrze wierzyć
choć ta wiara w moim sercu głęboką jest raną,
powtarzam sobie, że czas leczy rany,
myśląc, że w końcu to On uleczy, nie sam czas
przetrwany na czekaniu, nie wartym czy może jednak
nie wiem, gubię się sama, a czas mnie nie oszczędza.


piątek, 30 stycznia 2015

A po głowie chodzi mi Save me from myself.

Czasami się zastanawiam, dla kogo ja to wszystko robię, dla kogo tak się staram, maluję, pięknie wyglądam, zmieniam fryzury, stroję się, dwoje i troje... może żyć będziesz w zapisanych słowach, ale ja chcę byś był obok mnie w sposób fizyczny, nie duchowy, ale ciebie tak po prostu nie ma. Czy to życia igraszka taka by podrażnić mnie raz jeszcze? Jeśli taka ma być moja miłość, to ja jej nie chcę! Był gdzieś taki od losu znak, by nie igrać z tym uczuciem, czy posłuchałam? a skąd! Przecież ja wiem lepiej... a teraz tylko tęsknie i wyczekuję go, jak ukochana tego marynarza, co ma inną w każdym porcie... czy ma inną? nie wiem, czy wróci? tak, chcę... poproszę.




sobota, 3 stycznia 2015

Ula tańczy jak szalona... więcej grzechów nie pamiętam, za żaden nie żałuje :-D

To jak wasz nowy rok? Zaczął się szczęśliwie? Bo mój był głośny, zwariowany i jeśli preferencje muzyczne sąsiadów różniły się od naszych na naszej domówce to jedno jest pewne, nienawidzą nas... Tak przy okazji nowego roku dostałam pochwałę od sąsiadki, znaczy trafiło to do mojego ojca, a on mi przekazał, to miło nastawia na ten nowy rok, kiedy ktoś dobrze mówi o tobie. A w pracy dostałam mnóstwo życzeń na święta, na sylwestra i wczoraj na nowy rok. Później będą mniej mili ha ha :-D Sylwester to dla mnie żaden powód do świętowania, w ubiegłym roku spędziłam go przy komputerze komponując muzykę i grając w gry, tym razem chciałam po prostu dać upust emocjom i wykrzyczeć się, a nawet wytańczyć ;-) Tak więc, jeśli dałyśmy radę przekrzyczeć puszczaną muzykę to sąsiedzi, musicie wiedzieć, że dla mnie to była zabawa epicka, w gronie znanych i lubianych i wiedzcie, że nie jest mi przykro jeśli chcieliście pójść wcześniej spać, a przez nas nie mogliście :-D To za disco polo puszczane o 6.00 rano god damn it. A muzyka leciała przeróżna poczynając od rapu, przez głupie covery po rock i metal. Nawet była "Ruda tańczy jak szalona" ha ha :-D Z kumpelą śmiałyśmy się, że brakuje tutaj tylko mojej mamy tańczącej na stole, w końcu jest ruda i uwielbia tańczyć... jak szalona :-)

Święta minęły w gronie rodzinnym, sylwester w gronie przyjaciół, czas wrócić do rzeczywistości.
Rzeczywistość malowała się szarą kreską grafitowego ołówka, artysta od pogody pogubił kredki i teraz jest szaro, buro i ponuro. W pracy nakrzyczałam na naszą gwiazdę w psuciu wszystkiego i mieszaniu towaru jednego z drugim i nie jest mi głupio, że to zrobiłam. Zwłaszcza, że znowu jej się coś pomieszało, przyszła wczoraj do mnie do kasy po skończeniu pracy i mówi, że ma mi przekazać, że mam tak i tak do pracy w weekend. Przychodzi szefowa później i mówi mi coś zupełnie innego. Myślała, że się nie spytam, albo, że nikt mi nic nie powie? Jak chciała się zamienić mogła powiedzieć, ale wydaje mi się, że chciała zrobić mi po złości. Jak na nią nakrzyczałam to się tylko zaśmiała... Sweet revenge? Po pracy wróciłam do domu, nie było nikogo więc obejrzałam film w telewizji, nie robię tego często, ponieważ nie mam chęci lub czasu. Głównie chęci. Akurat udało mi się trafić na świetny film obrazujący czasy II wojny w Niemczech, zatytułowany "Złodziejka książek", film widziany oczami dziecka, obejrzałam pierwszy tego typu i spodobał mi się, choć recenzje bywają mniej i bardziej pochlebne. Wywody o przerysowaniu i skręcaniu z dramatu w baśniowe wątki są bardzo długie. Największe wrażenie wywarło na mnie jedno zdanie, cytuję "Zawsze znajdziesz mnie w swoich słowach, w nich będę żył." Pomyślałam wtedy o kimś za kim bardzo tęsknie i poruszyło mnie to. Sądzę, że będzie działać na mnie jeszcze długo.

Po świętach przeglądałam swojego bloga i zauważyłam, że spełniłam pewne swoje postanowienie. A pewnych nie. Takie podsumowanie ubiegłego roku

To co się udało:
  • ograniczyłam wydawanie pieniędzy

To co nie wyszło:
  • nauka języka litewskiego 
  • ograniczenie słodyczy (na szczęście nie mam tendencji do tycia)
  • ćwiczenia na brzuch i pośladki
  • spacer wzdłuż rzeki przez miasto
Postanowienia na nowy rok:
  • spacer wzdłuż rzeki przez miasto
  • ćwiczenia na brzuch i pośladki
  • dalsza kontrola wydatków
  • dalsze ograniczenia słodyczy
  • dokończenie nowej powieści 
Na razie to chyba tyle :-)

Podczas świąt mój brat bawił nas muzyką wszelaką, udając didżeja, a korzystając z you tube, dzieciaki siedząc z nami zaczęły krzyczeć, żeby puścił siódmy wymiar, pytam jaki wymiar? Siódmy. Mówię, znam trzeci, ale żeby siódmy? Więc brat szuka, podaj tytuł mówi (do dziesięciolatka), więc podaje, wpisuje tytuł, a zamiast siódmego, pokazuje nam się tytuł i trzeci wymiar. Dzieciaki pomyliły się o 4 wymiary wzwyż :-D Szczerze, nie dziwi mnie, że akurat znali tą piosenkę, lubią ją, choć sądzę, że zupełnie nie rozumieją jej przekazu :-D W końcu koleś śpiewa, że zabił jakiegoś grubasa, ot tyle co rozumieją :-) Sama historia na jakiej ten utwór jest oparty bardzo motywuje do tego, żeby zrobić coś z sobą i swoim życiem. 

Utwór wpadł w ucho nawet mnie, kiedyś słuchałam siód... trzeciego wymiaru :-) Bardzo dawno to było, więc na sylwestra sobie przypomniałam, kumpela też, ona akurat nadal słucha rapu, a sąsiedzi od disco mieli przekichane :-D niech szczezną!

piątek, 19 grudnia 2014

Poczuj ten smak, poliż nieba, a wszystko będzie miało smak fleczera.

Kiedy dentysta mówi ci, że nie będzie bolało, a znieczulenie jest niepotrzebne to wiesz, że coś się dzieje. Osiągasz stan, w którym ból sprawia, że nieba liźniesz, ale wcale nie potrzebujesz znieczulenia. W końcu wkładają ci fleczer i przez ten czas jaki będziesz go mieć, potrawy będą nim smakowały. Mniej lub bardziej, z czasem wcale, ale w końcu przypomnisz sobie o nim, gdy jedząc ciasto marchewkowe wyczujesz specyficzny smak, który obrzydza ci każdą potrawę... wydatek to tylko 350 zł. Na razie tylko 200 zł ponieważ nie mam jeszcze plomby. Ale przecież to żaden wydatek, zwłaszcza przed świętami...

Pudełko za 150 zł? Czemu nie. Dobrze, że kupowała to pracownica sklepu, a nie ktoś obcy, bo byłaby draka... Mam na myśli naszą mistrzynię cechu sprzedawców, ma ona żyłkę do handlu. Tak to był sarkazm. Wydatki przed świętami osiągają rekordy z roku na rok, żeby na czymś zaoszczędzić szukamy fajnych promocji, które w rzeczywistości nie istnieją :-D Produkt o połowę taniej tylko teraz? A gramatura produktu to się jakoś nie zmniejszyła przez przypadek? Czy ta promocja rzeczywiście jest promocją, czy kupując 3 za 2 oszczędzam rzeczywiście, czy są to tylko grosze? Trzeci produkt rzeczywiście jest gratis? Wszystko przemawia za, a nawet przeciw aby to kupić, ale w sumie i tak to kupimy, ponieważ jest to nam potrzebne. Jesteśmy w stanie zaoszczędzić nawet te grosze. Ale, żeby kupować przy tym puste pudełko za astronomiczną cenę? W zasadzie w tej cenie do kupienia był tablet wraz z etui, ale nasz geniusz oczywiście żyjąc we własnym świecie, zrobił co uważał za słuszne. To nic, że kazałam jej poczekać, bo pójdę po zestaw na zaplecze, to nic, że pokazałam jej kod, z którego ma skanować cenę za zestaw, wszystko to było nie ważne. Szukając później u niej na kasie czegoś zauważyłam zestaw, który przyniosłam, spytałam dziewczynę czy nasza koleżanka nie wzięła tabletu, odpowiedziała, że wzięła, pytam więc czy był tu jeszcze jakiś, mówi nie, więc pytam to jaki wzięła, odwracam się, a na półce tablet stoi, ale brakuje pudełka od niego, tablet stał na pustym pudełku, pytam dziewczyny, gdzie jest pudełko, mówi, że stoi tam dalej, od tabletu gdzie pudełko pytam, że stoi za tabletem uparcie mi mówi, więc jeszcze grzecznie mówię, że to nie jest od tabletu, tylko etui do niego. pytam co zrobiła z pudełkiem, mówi, że sprzedała... puste pudełko, pytam, a ona, że nie wiedziała... Szczęście w nieszczęściu, że padło na naszą koleżankę, a nie na klienta, chociaż ten pewnie od razu by spytał, czemu to takie lekkie, ale skoro to koleżanka to ufała, że wszystko w porządku. Wróciła wściekła.
Ach ten cudowny czas kupowania prezentów :-) Został mi jeszcze jeden prezent do kupienia. Na szczęście już tylko jeden.
Czas przed świętami spędzamy na pracy, sprzątaniu, kupowaniu, gotowaniu i przystrajaniu choinki lub podłaźniczki. Powiedzmy, że u mnie choinka już stoi...

 
wystarczy włożyć podgrzewacz i podpalić, a choinka rozbłyśnie ;-)

Poza tym, dorzuciłam kilka starych ozdób, które dziś znalazłam w mojej graciarni, czyli takiej szafce na samej górze regału, w której gromadzę pierdółki, których szkoda mi wyrzucić i ozdoby na choinkę :-)
 prawie dziesięć lat, a wciąż odświętnie służy :-)                         



                                                                            ręcznie malowane :-)

I jeszcze trochę blasku, prezent sprzed trzech lat od mojej mamy, chociaż nie jestem wierząca, to jednak lubię aniołki, są dla mnie takimi samymi nieistniejącymi wytworami jak na przykład syrenki czy ogry, albo inne elfy, jednakże elfy i aniołki mają w sobie coś urokliwego :-)























Od czasu do czasu słucham radia dość powszechnie znanego, a jeszcze nie usłyszałam tam tej pieśni, która mówi, że bez względu na grudniową pogodę, czy to śnieg, czy to deszcz, święta są za pasem...

No więc... tak są już za pasem, a ja jeszcze nie zaplanowałam co kiedy będę piekła :-P domowy cukiernik ma w tym roku obsuwę, a na dodatek nie dogadałam się z mamą w sprawie dodatków i obie kupiłyśmy to samo do ozdoby ciast :-)

Chociaż nie wierzę to święta obchodzę na mój sposób, jest to dla mnie czas rodzinny, taki dzień dobroci, spotkania z rodziną, w którym to dniu jest pewna magia, ale wątki religijne pomijam, choć nawet kolędy lubię pośpiewać, w końcu znam je ze szkoły i zawsze mi towarzyszyły, nie widzę w nich niczego złego. Jak miałam dziewięć lat śpiewałam o kosmokwakach, więc jakieś dziecko też mi wielkiej różnicy nie robi, lubię dzieci, są fajne :-D Wesołych świąt! :-)

wtorek, 9 grudnia 2014

Mikołaj przyszedł z pasztetem...

Jak co roku dopada nas klątwa mikołaja... mikołajki. Każdego roku dzieci znajdują w swych butach słodycze. Można na bardziej amerykańską modłę do specjalnej skarpety, jeśli komuś onucki śmierdzą :-D Nie tylko dzieci dostają prezenty, te wyrośnięte i przeterminowane dzieci śmierdzące dorosłością też lubią dostawać prezenty dostosowane do ich wieku. I tak w posiadaniu moim znalazły się:

rozświetlający podkład Rimmel, a także szminka Kate Moss nr 22 również firmy Rimmel.
Prezenty od mojej mamy, które sama sobie wybrałam.

Oczywiście klątwa polega na obłąkańczym i szaleńczym ganianiu po sklepach w celu znalezienia prezentu, najlepiej w odpowiedniej cenie, na mikołajki jakiś drobiazg, ale na święta... tu już trzeba być rozrzutnym. Trzeba? Nie trzeba, ale chciałoby się dać tej drugiej osobie przysłowiową gwiazdkę z nieba. Nie ma problemu, jest władca galaktyki, można ponoć od niego kupić gwiazdę za 50 dolarów, czy coś koło tej ceny, Polak potrafi. Klątwa ma swój dalszy ciąg, wydaj pieniądze, wydaj pieniądze... coś jak zombie na zakupach. Największym przekleństwem klątwy jest to, że kupujemy wszystkie ładnie opakowane pierdoły po zawyżonych cenach. Podniesiemy cenę, ponieważ produkt jest w świątecznym opakowaniu. Niby są promocje, niby są przeceny, obniżki, ale dajcie spokój, jak wam pół rodziny na głowę się zwali to dla każdego trzeba coś kupić, wtedy nawet obniżka wam nie pomoże. A skoro mamy grudzień, gonitwę za prezentami uważam za rozpoczętą. Ja mam spokój, bo prezenty kupiłam w tamtym miesiącu. Dla mamy najdroższy, kupiłam jej depilator, który sama sobie wybrała, więc świątecznego efektu łał nie będzie, natomiast w sklepie był efekt zaskoczenia, ale u mnie w domu już od dawna dajemy sobie prezenty wcześniej niż pod choinkę w ten "wyjątkowy" dzień, który jak dorastasz i staje się bardziej komercyjny i przeliczany na pieniądze, wydatki to traci swój urok. Oczywiście my dorośli, dzieci jak dzieci, tylko mój 9 letni siostrzeniec nie wieży w mikołaja. Natomiast jego o rok młodszy brat przygotował buty na mikołajki, ten starszy znalazł w bucie śrubkę, która wypadła z kieszeni męża siostry, która powiedziała mu, że pod choinkę dostanie pasującą nakrętkę. Młodszy znalazł oczywiście słodycze i... pasztet :-D Siostra kupując słodycze kupiła jeszcze pasztet do jedzenia i zapomniała go wyjąć z reklamówki. Tłumaczyła dziecku, że mikołaj zajrzał do lodówki, zobaczył, że niewiele w niej jest to dołożył jeszcze pasztet :-D Dzieciak później nie chciał się podzielić specjalnym pasztetem od mikołaja.
Prezent ode mnie dla mnie, czyli gra wiedźmin w wersji planszowej, jest również cyfrowa, ale ja jednak zrezygnuje z jej kupna, jednakże puzzli nie odpuszczę :-) A premiera gry znowu przesunięta, tym razem z lutego zrobił się maj, ale to tylko dla dobra gry, więc czekam :-) Czekam na najbardziej wyczekiwaną grę roku.

A na miły wieczór piosenka, przypomniałam sobie jak kiedyś miałam fazę na punk, faza jak się okazało nie była krótkoterminową zajawką, została na dłużej i dobrze mi z tym.


Teledysk się zapętlił i wczoraj cały wieczór słuchałam, mojego brata nie było więc nie czuł się zmaltretowany i zgnębiony. On woli The Prodigy i Skrillex'a. Tak, jesteśmy o dziwo spokrewnieni 
:-D

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Przy maślance i ogórku. Nie wiem dlaczego...

Zabiłem matkę śledziem, a ojca zjadły mole. Nikłe ślady inteligencji wciąż walczą o życie. Hello kitty długopisem piszę, umarły resztki rozumu, wysyłam s.o.s... Seks, dużo seksu!!!
Skoro już przykułam waszą uwagę to chciałam wam się pochwalić iż z przyjaciółką zachwycamy się wielkością planszy gry w Wiedźmina :-D Pies chciał grać z nami, ale jako pionek, bo chodził po planszy, sugerując mu zamknięcie w szafie zrozumiał, że pionkiem być nie może, Geralt miał konia, a nie psa. Z racji późnej nieco godziny takie bzdury o zabójstwie sśledziem przychodzą mi do głowy, a może to wina maślanki, może przeterminowana, czy coś ;-)

Wysyłam s.o.s.... wysyłam w kosmos pocałunki swe, lecz nie do niej, a do niego. Gdzieś mi się zapodział, bo nie widziałam go przez dłuższy czas, może faktycznie znajdę go w kosmosie.

niedziela, 23 listopada 2014

Swoje własne kredki, swój własny pastelowy świat...

Leniwa niedziela, kawa o zapachu orzechowym, a nawet o lekkim posmaku orzecha laskowego, sernik z czekoladowym biszkoptem i jedyny sens mego życia, poza wszystkim co związane z Wiedźminem, muzyka. Odpoczywam po nerwowej sobocie w pracy. Pozwoliłam sobie na zakup albumu Cleo i Donatana "Hiper Chimera" i po części jest fajnie, po części nie. Oczywiście na okładce wokalistka wygląda na przynajmniej pół nagą, jest opleciona warkoczami, seks, check. Nieprawdopodobnie idealny wygląd i makijaż twarzy wyprodukowany w photoshopie, check. Skoro ładna pani na okładce przyciąga wzrok to zaliczamy okładkę do udanych :-D Nie jestem fanką ich twórczości, nie neguję jej, bardzo pochwalam to, że w nowoczesne style muzyczne wplata się trochę naszej pięknej słowiańskiej kultury, z której powinniśmy być dumni. Kilka piosenek trafnie wpadło mi w ucho, pozostałe nie, ale to w końcu muzyczna chimera. Sama piosenka o tym samym tytule co płyta udeptała sobie ścieżkę w mojej głowie i ciągle po niej krąży... Ostatnia pozycja dla płyty, która na pewno się sprzeda to piosenka, która na pewno nie da ci żyć, check. Płyta zaliczona do jak najbardziej udanych. I to jest właśnie ten powód, dla którego producent powinien chwalić się swoimi nagrodami :-D Nie ma co żyć w cieniu.

A z innej mańki, to jeśli nie nadajecie się do czegoś, to powiedzcie sobie stop. Nie mówię i nie zachęcam, żeby od razu się zniechęcać i poddawać, ale jeśli od kilku miesięcy postępu nie ma to czas powiedzieć sobie stop, to mi jednak nie wyjdzie. Tak droga koleżanko z pracy, nie wyjdzie ci to, chyba, że bokiem jak będziesz musiała dopłacać do tego interesu. Jak się ma same manka od miesiąca to na wypłatę nie ma co liczyć, zwłaszcza jeśli po dwóch tygodniach manka wynoszą w sumie 300 zł... Uświadom sobie, że jesteś złą kasjerką i idź gdzie indziej. Ponoć już szukają za nią zastępstwa. Już się cieszę i macham uszami na myśl o tym, że znowu będę musiała kogoś szkolić... Sad but true. To ja jestem od szkoleń, może nowej pójdzie lepiej i nie będzie żyła we własnym świecie, jak się do niej powie, a ona stwierdzi iż rozumie, to może na prawdę zrozumie i nie będzie dalej robić tych samych błędów. Czasem wydaje mi się, że pewne rzeczy robi złośliwe, troll jeden... Jak mówię, nie ruszaj tego, nie pomieszaj tylko bo później nie wiem co dokładać, a czego mam dość, to co nasza gwiazda robi? Oczywiście burdel na kołach. Później nic nie mogę znaleźć, ani powiedzieć czego brakuje, a co jest. Jak pomieszasz wszystkie czerwone papierosy różnych firm ze sobą, to wcale nie znaczy, że będzie dobrze, a ja nie będę w stanie powiedzieć ile jest tych, a ile tamtych. A jak klienci się na ciebie skarżą to może zmień swoje postępowanie? W kilku prostych słowach: "Wiedz, że coś się dzieje." :-D

Dobrze, że jeszcze jutro mam wolne, ale we wtorek, znowu pracuje z gwiazdą mojego sklepu... Po prostu pastelowe...